Blog sylwek770

28.05.2012, 16:35

Początki z muzyką klubową.

/ 4 lata temu
Wszystko zaczęło sie w 1991 r. kiedy jako dzieciak usłyszałem Crystal Waters w kawałku "Gypsy Woman". Myślałem sobie wtedy, what the hell was that? Był to pierwszy kawałek z powtarzającymi się samplem granymi na organach hammonda. To było coś czego wcześniej nie słyszałem, muzycznie kompletnie nowy świat. Poszukiwania nowych stylów i tym samym dźwięków, zaprowadziły mnie w wstronę mocniejszego grania. W 1994 r. poznałem grupę The Prodigy, która była rewolucją na scenie POP, nikt inny nie grał tak jak oni . To były moje początki z techno i reave. Jednak pierwszym rokiem, który mogę nazwać jako "zapoznawczy" z housem jest rok 1996. Pierwsze audycje D.J-a Górnika w radiu "zet" trwające do 1998 r. pokazały zupełnie nowe oblicze sceny tanecznej (w tym miejscu należy wspomieć o Daft Punk i ich albumie "Homework" wydanym w 1997 r.) Nie pamiętam ile kaset nagrałem z tymi audycjami i ile z nich przegrywałem dla innych na swoim magnetofonie dwukasetowym. Dzięki tym audycjom poznałem czym jest old school (m.in.Quincy Jones - "Ai No Corrida"), i jak na tych kawałkach bazuje styl zwany housem, jak umiejętnie używa się sampli ze starych wakałków, które zapętlone i z umiejętnie dodanym wokalem tworzą zupełnie nową całość ( np. funky disco house). W tym okresie były też pierwsze imprezy, przy takich sowizdrzalskich kawałkach jak: David Morales - "Needin' U". W 1998 r. wielkie wrażenie robiły na mnie produkcje Westbama i jego MayDay, oraz Love Parade, nie mogę zapomnieć też o Fatboy Slimie i jego albumie - "You've Come a Long Way, Baby". Nie znajdując odpowiadającej mi muzyki w Polskich stacjach radiowych zacząłem słuchać BBC radio 1, to było to czego szukałem. Znakomici D.J-je i sety z klubów grane na żywo. Rok 1999 był moim zdaniem najlebszy dla tego gatunku muzycznego. Wystarczy wspomnieć: Stardust - "Music Sounds Better With You", album Cassiusa "1999", Air - "Moon Safari" wydany w 1998 r. Basement Jaxx - "Remedy", The Chemical Brothers - "Surrender", Armand van Helden "2 Future 4 U" i wiele innych. Rok 2000 przyniósł nowe muzyczne objawienie Armand van Helden - "Killing Puritans" i singiel "Koochy". Teledysk do tego kawałka, wśród wszechogarniającego chłamu błyszczał jak diament, był kwintesencją tego czego na tamtą chwilę oczekiwałem, niepokorna, ciekawa muza w całkiem nowym stylu. W 2001 r. miałem już wiele albumów, dodajmy, że nieraz orginalnych z niezliczoną ilością hitów. Od 2002 r. słuchałem audycji Sebastiana Korsaka w radiowej "3", które trwały do 2007 r. Dzięki nim oprócz nieziemskich tanecznych kawałków (Junior Jack - "Stupidisco", Groove Armada - "Easy"),poznawałem znacznie spokojniejsze style, new jazz, chillout (Jazzanova, LTJ Bukem - d'n'b, De-Phazz, Gotan Project) i inne. Wraz z końcem audycji "klubowe granie" w 2007 r. skończyło również się coś innego. Kiedyś (1999, 2000), były spontanicznie organizowane domówki, imprezy w klubach bez żadnego pozerstwa, przy muzyce, która coś ze sobą niosła. Teraz nie słyszymy nowym stylów muzycznych, dlatego ponieważ wszystko co było najlepsze dla tej muzyki, już dawno zostało wymyślone. Dzisiaj w klubach zamiast wirtuozów winyli, można zobaczyć kolesi "grających" prostą zlasowaną najebę, na dwóch iPodach umieszczonych w stacji dokującej.....i tyle.
Oglądasz 1 z 1